Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej 2011 – przygotowania

Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej a.d. 2011 już za mną. Postanowiłem więc napisać kilka zdań, na początek o tym jak wyglądały w tym roku moje przygotowania do tej imprezy. Niestety zazwyczaj po pewnym czasie szczegóły wywiewa mi z głowy górski wiatr, więc poprzednie edycje pamiętam jedynie przez pojedyncze krótkie wspomnienia i kilka zdjęć, a szkoda…

Przygotowania zacząłem już w kwietniu od spacerów po Izerach. Może trochę dziwacznie było zaczynać od końca, ale w efekcie wrześniowym bardzo się to sprawdziło. Częściowo ze względu na zalegający długo w Karkonoszach śnieg, a częściowo przez magię Wysokiego Kamienia, pierwsze trzy tzw. rekony miałem w tych magicznych górach. W ten sposób wyrobiłem sobie odruch Pawłowa – zawsze jak zaczynam podchodzić od Zakrętu Śmierci na Wysoki Kamień ślinię się na myśl o tamtejszej szarlotce 😉

Bazując na doświadczeniach z poprzedniego Przejścia postanowiłem złamać na tej trasie dobę – nie żeby za wszelką cenę i nie że nie ma innej opcji, zwyczajnie człowiek chce się poprawiać, pokonywać samego siebie, wyzwania są przecież solą życia…
W owym czasie rozpisałem więc całą trasę na odcinki czasowe, ambitnie i realnie, żeby nie przegiąć, wycelowałem w 23,5 godziny. Rozpisałem i… plan gdzieś sobie zaległ, odnalazłem go dopiero tydzień temu.;-)

W maju zamiast roztrenowywać organizm delektowałem się z Anitą urokiem wysp szczęśliwych…

Dopiero na początku czerwca wraz z Muztaghatą wybraliśmy się na czeską stronę Izerów. Zrobiliśmy pętelkę z wejściem na Ještěd, trasa była bardziej rekreacyjna, no bo jak napierać w krainie piwa? 😉
Tydzień później prawdziwa zaprawa – Krakonošova Stovka. Trasy nie znałem, kondycji nie było, a pogoda delikatnie mówiąc nie rozpieszczała. Poza tym, podobnie jak reszta polskiej grupy z Wirkiem na czele, z Míru zbiegłem do Černého Dolu i dalej w las, dodając do trasy jakieś 10-15 km, taki czeski szał 😉 … no ale jakoś skończyłem. Niestety okupiłem to kontuzją, dopadł mnie shin splints – w dodatku w ostrej postaci zapalenia ścięgna, wobec czego następne dwa miesiące o górach mogłem jedynie poczytać w branżowych magazynach. Transjura została przełożona na następny rok.

Pierwsze rozruchy po przerwie miałem dopiero w sierpniu. Początkowo delikatnie wokół Ślęży, jednak ścięgno cały czas dawało znać o sobie. Potem dwa tygodnie przerwy. Właściwie to w sierpniu zrobiłem dwa rozchodzenia. We wrześniu też dwa, ale bardziej intensywne i ostatnie dwa tygodnie przed Przejściem postanowiłem zostawić na regenerację mięśni. Tydzień przed Przejściem w związku ze zmianą przebiegu trasy był jeszcze mały rekon Jakuszyce-Kamieńczyk. Wtedy okazało się że z moim lewym kolanem coś jest nie tak…